Wśród cytrusowych gajów-Kwaterujemy
Cięcie wodą |aranżacje wnętrz |drzwi pożarowe
„Wśród cytrusowych gajów
Kwaterujemy w Latiano, niewielkim miasteczku opodal Brindisi. Mieści się tu również dowództwo naszej bazy przerzutowej oraz „Jutrzenka" — radiowa stacja nadawczoodbiorcza, utrzymująca ciągłą łączność z krajem. Komendantem bazy jest major Jan Jaźwiński, ze strony zaś brytyjskiej pułkownik Henry McLeod Threfall.
Mieszkam wraz z dwoma kolegami na pięterku willi, otoczonej pomarańczowomandarynkowym sadem. Do naszej dyspozycji tylko żelazne łóżka i kilka podniszczonych krzeseł. Podobnie jest w innych pomieszczeniach. Zapewne wycofujący się Niemcy lub może sami właściciele wywieźli wcześniej co cenniejsze i lepsze sprzęty. Warunki bytowe przeto więcej niż skromne. Na dodatek znowu angielskie konserwy, z których mimo usilnych starań naszych „fanek" nie da się przyrządzić nic smaczniejszego. Na miejscowe dostawy świeżych produktów nie ma co liczyć. Rejon objedzony niemal doszczętnie przez hitlerowskie oddziały. Miejscowa ludność znajduje się na skraju głodu. W większych miastach, jak na przykład Brindisi, sytuacja jeszcze gorsza. Nędza wygląda z każdego kąta. Na ulicach zabiedzeni ludzie. Zewsząd wyciągają się do żołnierzy wychudłe dziecięce rączki. W wielkich czarnych oczach niema prośba. Serce się wprost kraje. Można również napotkać siedmio, ośmioletnich chłopców, zachwalających piskliwie „usługi" swoich starszych sióstr, a nawet matek — Signor, signor! Chodź, chodź! Bellissima signorina, fik, fik!“(4)
iszkola |kolczyki |Sony KDL
„Wśród cytrusowych gajów
Kwaterujemy w Latiano, niewielkim miasteczku opodal Brindisi. Mieści się tu również dowództwo naszej bazy przerzutowej oraz „Jutrzenka" — radiowa stacja nadawczoodbiorcza, utrzymująca ciągłą łączność z krajem. Komendantem bazy jest major Jan Jaźwiński, ze strony zaś brytyjskiej pułkownik Henry McLeod Threfall.
Mieszkam wraz z dwoma kolegami na pięterku willi, otoczonej pomarańczowomandarynkowym sadem. Do naszej dyspozycji tylko żelazne łóżka i kilka podniszczonych krzeseł. Podobnie jest w innych pomieszczeniach. Zapewne wycofujący się Niemcy lub może sami właściciele wywieźli wcześniej co cenniejsze i lepsze sprzęty. Warunki bytowe przeto więcej niż skromne. Na dodatek znowu angielskie konserwy, z których mimo usilnych starań naszych „fanek" nie da się przyrządzić nic smaczniejszego. Na miejscowe dostawy świeżych produktów nie ma co liczyć. Rejon objedzony niemal doszczętnie przez hitlerowskie oddziały. Miejscowa ludność znajduje się na skraju głodu. W większych miastach, jak na przykład Brindisi, sytuacja jeszcze gorsza. Nędza wygląda z każdego kąta. Na ulicach zabiedzeni ludzie. Zewsząd wyciągają się do żołnierzy wychudłe dziecięce rączki. W wielkich czarnych oczach niema prośba. Serce się wprost kraje. Można również napotkać siedmio, ośmioletnich chłopców, zachwalających piskliwie „usługi" swoich starszych sióstr, a nawet matek — Signor, signor! Chodź, chodź! Bellissima signorina, fik, fik!“(4)
iszkola |kolczyki |Sony KDL